Przeskocz do treści

Nielegalny iPhone

Kiedyś w kinach grali taki ładny film. Zatytułowany był „Matrix”. Niektórzy nazwą go kultowym, może nawet proroczym. Zapamiętałem z nigo pionierskie ujęcia typu bullet time, kręcone przy użyciu stu dwudziestu aparatów Nikon oraz hasło. To jedno jedyne. Rzeczywistość nie istnieje. Jest tylko… iphone. Coś wie o tym prezes Xiaomi. Może tylko wydaje nam się, że istnieją inne telefony. Wszystkie to alternatywne wcielenie iPhone’a. 

Ujęcie „bullet time” – od 1.00

Używanie jakiegoś rodzaju współczesnej elektroniki zawsze może mieć dwa proste wymiary. pierwszy nazwałbym użytkowym. Kupuję urządzenie ponieważ czegoś od niego oczekuję. Świetnie da się to pokazać na przykładzie ciągnika rolniczego. Analogia jest może przedziwna, ale dość sensowna. Urządzenie jakim jest traktor jest na wskroś przesycone praktycznością. Projektowane do określonych zadań. Decyzja o jego zakupie jest zwykle bardzo racjonalna i przemyślana. Sprzęt zostanie z nami na dłużej. Ważna jest kompatybilność i interoperacyjność z różnymi akcesoriami i sprzętem dodatkowym takim jak pługi, brony, przyczepy, rozrzutniki i siewniki. Drugi aspekt nie jest już tak ważny. Co to jednak jest? Nazwijmy go czynnikiem nieracjonalnym, magią, czarem czy ekskluzywnością albo prestiżem. Zespół Blenders może miałby tu inne zdanie. Fakty są jednak takie, że świat ciągników nie jest tak silnie zainteresowany tworzeniem iluzji wokół produktów. Akcent kładziony jest na faktyczne właściwości maszyn.

Blender – „Ciągnik”

 

No to wróćmy do smartfonów. Wartość użytkowa każdego z nich jest w jakimś sensie mierzalna. Posiadają określone funkcje, wyposażenie. Wspiera je rozbudowany rynek akcesoriów. Najważniejsze jest oprogramowanie i ekosystem. Są dwa. To wie nawet trzylatek. Oba amerykańskie. Oba diametralnie inne. Absolutnie inne. iPhone to sprzęt kompletny. Sprzężony z przeznaczonym dla niego oprogramowaniem. Urządzenia oparte o Androida są otwarte. Można je dowolnie skonfigurować. Wsadzić do niemal dowolnego zestawu chipów ARM, podłączyć prąd i będzie działać. Oba podejścia mają wady i zalety. Spójrzmy na to z innej strony. Każdy chce zarobić. Apple jako pierwsze wpadło na pomysł wykorzystania wielodotykowych ekranów pojemnościowych w swoich urządzeniach i zbudowało dla nich odpowiedni soft. Mogło wykorzystać swoją przewagę w tym zakresie i pozycjonować produkt wysoko. Dzieło ekskluzywne. Użytkownik dzięki niemu się wyróżni. Wczesne produkty konkurencji były jedynie nieudolną kopią 3,5 calowych pudełeczek zrobionych przez duet Jobs/Ive. W iPhone nie wszystko było lepsze. Było inne. Dopasowane do potrzeb konsumentów. Dobra. To jednak z grubsza wiemy. Konkurencja popracowała, postarała się. Podgoniła a nawet przegoniła majstrów z Cupertino. Możemy wybierać. Azjatyckie korporacje nauczyły się tajemnej sztuki tworzenia idei produktu. Zaprzęgli do pracy swoje dolary i euro. Zatrudnili celebrytów i internetowych specjalistów od chwalenia wszystkiego. Czasami tylko pojawiały się drobne rysy na szkle. Można zapytać o to Roberta Lewandowskiego, który nie zawsze używał urządzeń Huawei. No cóż. Strategia celebrycka niesie ze sobą takie ryzyko. Apple nie musi tego robić. Firma robi wszystko, aby postrzegać ją jak szwajcarskiego producenta luksusowych zegarków. Żadna marna antena i klawiatura motylkowa tego nie zmieni. Ludzie lgną do iPhone’a, iPadów i Maców jak ćma do światła. Płacą krocie. Kiedyś sprzedawca w sklepie jednego z polskich resellerów Apple’a powiedział mi, że wygląd urządzeń to podstawowy argument za zakupem. Inni też tak chcą i coraz lepiej im wychodzi. Świetnym naśladowcą drogi sadowniczej firmy jest Xiaomi. Produkuje wszystko i coraz drożej sprzedaje. Są zyskowni. Dlaczego więc – na Boga – prezes tej firmy łazi po mieście z iPhone’m w kieszenie. Lei Jun tego nie wyjaśnił. Udał, że się nic nie stało. Na pewno? Internet się z tego śmieje. Ja bym się nie śmiał. Kilka tygodni wcześniej Forbes donosił o poważnych naruszeniach prywatności użytkowników przez firmę owego jegomościa. Dorzucając do tego niezwykle inwazyjną politykę chińskich władz w zakresie elektronicznej kontroli obywateli, nie dziwię się panu Lei, że ma iPhone’a. Tak może być bezpieczniej. Producenci sprzętu z Państwa Środka nie mogą zaoferować swoim podstawowym klientom tego, co staje się walorem konkurencji. Bezpieczeństwa i prywatności. Technicznie mogą. KPCH jednak nie pozwoli. Oj! Nie! 

2 replies »

  1. Teraz tylko czekać, aż miłościwie nam panujący wprowadzą Narodowe smartfony dla każdego z oprogramowaniem przebijającym Chińczyków i będą gromadzić jeszcze więcej danych o nas, tak aby na każdego były odpowiednie haki, kwity czy co tam jeszcze….

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: